To był historyczny mecz w wykonaniu Biało-Czerwonych, którzy po raz pierwszy zagrali jako liderzy rankingu FIVB. Przeciwnikiem Polaków była reprezentacja Brazylii, którą zepchnęli przed kilkoma dniami z pozycji lidera. Canarinhos okupowali pierwsze miejsce od 16 lat! Jak ocenił ten mecz środkowy Mateusz Bieniek? 

Nasi siatkarze stanęli na wysokości zadania i pokazali Brazylijczykom, że zasługują na to wyróżnienie. Podopieczni Nikol Grbicia wygrali 3:1, choć trzeba przyznać, że pomimo jednego straconego seta, ich przewaga była momentami ogromna.  

- Nastawialiśmy się na trudne spotkanie i takie ono było - ocenia mecz Mateusz Bieniek. - Po pierwsze, to Brazylia, ona nie oddaje meczów bez walki. Po drugie w pierwszym turnieju u siebie przegrali dwa spotkania, więc tu w Sofii na pewno bardzo im zależy, żeby podreperować swój bilans. Po trzecie, przyjechali w swoim najsilniejszym składzie, a my graliśmy w takim zestawieniu po raz pierwszy. 

W polskim zespole we wtorek wszystkie elementy funkcjonowały bardzo dobrze.  

- My mieliśmy jednak mocne argumenty. Bardzo dobrze zagrywaliśmy, graliśmy nieźle w bloku i w obronie. Nie było u nas takiego elementu, który byłby kiepski, a wtedy trudno się gra przeciwko nam - uważa środkowy PGE Skry Bełchatów. 

Jednak zagrywka w wykonaniu Polaków wyglądała rewelacyjnie. Nasi trafili aż trzynaście asów serwisowych, a Canarinhos zaledwie jeden! 

- W lidze na pewno miałem tyle asów. A w kadrze? Sam nie wiem. Możliwe, że to mój rekord. Ważny był dobry początek. Jak zagrasz jednego asa, potem drugiego, to później masz pewność siebie. A ja najpierw zdobyłem punkt skrótem, potem dołożyłem kolejny mocną zagrywką i wtedy już wiedziałem, że będzie ok, bo Brazylijczycy będą musieli uważać na więcej niż jeden wariant mojego serwisu - kontynuował Bieniek.  

- Nikola cały czas dawał mi zielone światło, żebym ryzykował i efektem było te siedem punktów. Jednak do rekordu Wilfredo Leona jeszcze mi daleko. Jego rekord to 13 asów, więc żeby go przebić musiałbym dołożyć jeszcze drugie tyle - dodał. 

28-latek jest szczęśliwy ze swojego występu, ale jak sam przyznaje, najważniejsze jest dla niego osiągnięcie całej drużyny.  

- Cieszą mnie te asy, ale dla mnie najważniejsze jest to, że pokonaliśmy bardzo mocnego przeciwnika. Nie jesteśmy jeszcze nawet na półmetku Ligi Narodów, jednak w kontekście awansu do turnieju finałowego w Bolonii, który jest naszym celem, to zwycięstwo będzie sporo ważyć. Mamy dużo powodów, żeby się z niego cieszyć i je doceniać - wyznał.  

W ubiegłym roku reprezentanci Polski wspólnie spędzali wolny czas, grając w “Among Us”. Teraz przerzucili się na inną wieloosobową grę, “Stumble Guys”. 

- Kolejny rok i kolejna wspólna zajawka. W grze ścigamy się swoimi ludzikami po różnych mapach. Bawi się w to cały zespół i jeszcze nasz fizjoterapeuta. To tylko prosta gierka, ale potrafi wzbudzić emocje, bo każdy z nas chce wygrać. Numerem jeden jest chyba Kuba Kochanowski. Jednak sporo chłopaków depcze "Kochanowi" po piętach - zakończył. 

Polska – Brazylia 3:1 (25:16, 22:25, 25:16, 25:22)