To była najwyższa porażka reprezentacji Polski od 12 lat. Biało-Czerwoni po obiecującej pierwszej połowie, zostali ostatecznie rozgromieni 1:6 przez Belgów - Druga połowa to gorzka lekcja, z którą musimy się zmierzyć i wyciągnąć wnioski - przyznał po meczu Czesław Michniewicz. Co jeszcze powiedział selekcjoner? 

Selekcjoner wyznał, że jego podopieczni wybiegli na murawę z myślą o wywalczeniu punktów... 

– Chcieliśmy wydobyć z tego meczu jak najwięcej, myśleliśmy o zdobyciu punktów. Z takim nastawieniem wyszliśmy na boisko i myślę, że było to widoczne. Przeciwnik zaczął mocno, ale i my chcieliśmy grać odważnie. Podchodziliśmy wysoko pressingiem, chcieliśmy budować akcje składające się z wielu podań. Chcieliśmy wychodzić spod ich pressingu. To wszystko było obarczone ryzykiem. 

Polacy mogli stracić więcej bramek... 

 Z takim przeciwnikiem jak Belgia, jeśli stracisz piłkę na własnej połowie, przy budowaniu akcji, to może się skończyć zaraz bramką. Kilka takich momentów było, gdy odważniej ruszyliśmy do przodu, a piłka zaraz lądowała w naszym polu karnym. Na szczęście dla nas przeciwnicy nie wykorzystywali tych momentów, albo bardzo dobrze bronił Bartek Drągowski. 

Szansa na bramkę była już wcześniej... 

 Zdobyliśmy bramkę po ładnej akcji, po świetnym zachowaniu Roberta Lewandowskiego w polu karnym. Wcześniej też było kilka fajnych akcji. Chcieliśmy przedostawać się pod bramkę przeciwnika bocznymi sektorami. Sebastian Szymański, Kuba Kamiński w kilku momentach fajnie się w tych rejonach znaleźli. Mogliśmy zdobyć bramkę nieco wcześniej, bo ładnej akcji Sebastiana Szymańskiego, ale minimalnie niecelnie dośrodkował. 

Zmiany w przerwie nie wniosły nic pozytywnego... 

 Niewiele brakowało, a do przerwy prowadzilibyśmy 1:0, ale tak się nie stało. Odbita piłka przed pole karne i świetne uderzenie Witsela na 1:1. W przerwie dokonaliśmy dwóch zmian. Grzesiek Krychowiak miał na koncie żółtą kartkę i baliśmy się, że to może się skończyć czerwoną. Wiedzieliśmy, że gra będzie szybka i kontaktowa, stąd decyzja o zastąpieniu Grześka Damianem Szymańskim. Tymoteusz Puchacz po lewej stronie miał natomiast trudne zdanie. Mądrze wspierał go Sebastian Szymański, ale uznaliśmy, że wejdzie Bartek Bereszyński, który już nieraz udowadniał w reprezentacji, że daje stabilność w defensywie. 

Wszystko się posypało, gdy Belgowie zdobyli bramkę na 2:1...

 Umówiliśmy się z Robertem, że zagra do około 60 minuty. Ta zmiana była zaplanowana, szkoda, że zbiegła się ze stratą drugiej bramki, bo ta druga połowa zaczęła się spokojniej niż pierwsza. Częściej wymienialiśmy piłkę, wydawało się, że nic złego się nie dzieje. Niestety, padła bramka na 2:1 w łatwy sposób i to już dało pewien spokój rywalom. Belgowie podkręcali tempo, grali coraz szybciej, wymieniali coraz mocniejsze podania. Nie dawali nam czasu na przesuwanie się, na asekurację, a to było kluczowe w tym meczu. Tempo rozgrywania akcji, jakość podań, ograniczanie czasu dla nas, byśmy nie zdążali się przesuwać, powstawały luki, a oni posyłali tam podania. Bardzo dużo podań przeszywających do napastnika. Mieliśmy z tym duży problem, bo piłki leciały szybko. 

Biało-Czerwoni nie chcieli grać antyfutbolu... 

– Później straciliśmy kolejną bramkę. Znów taka sytuacja – mieliśmy piłkę, rozgrywamy ją. Chcieliśmy rozgrywać. Może jakbyśmy skupili się na wybijaniu piłki po autach to skończyłoby się niższym wynikiem, ale nie taki był nasz cel. Chcieliśmy grać na tle klasowego, światowego poziomu i zapłaciliśmy wysoką cenę. Później doszły strzały z dystansu i wydawało się, że to my byliśmy bliżsi bramki na 5:2, niewiele by ta bramka zmieniła, świetnie zachował się Nicola Zalewski. Raz uderzył tuż obok słupka, potem wyłuskał piłkę dla Adama Buksy. Mogliśmy więcej z tej akcji wyciągnąć, czyli strzelić bramkę. Tak się nie stało. Straciliśmy bramkę równo z gwizdkiem. 

Czas na wyciągnięcie wniosków... 

 Przykry wieczór dla nas. Powiedziałem w szatni zawodnikom, że ten mecz będzie długo siedział w naszych głowach, ale musimy zrobić też coś, by zapamiętać elementy, w których momentami nieźle sobie radziliśmy. Ale też zapamiętać, jak prezentował się przeciwnik na światowym poziomie. Musimy w tę stronę podążać. Nie chcemy ograniczać się do przeszkadzania i to było dziś widoczne. Stąd taki wynik. 

Belgowie odkuli się po porażce z Holandią... 

 W drugiej połowie zabrakło wielu elementów. Po stracie drugiego gola chcieliśmy odrobić tę stratę, zaczęliśmy się mocniej odkrywać, co sprawiło, że rywale mieli znacznie więcej miejsca. Wcześniej tak nie było. Po zdobyciu drugiej bramki Belgowie zaczęli grać szybciej, a niektórym naszym piłkarzom z upływem minut brakował sił, dynamiki, pojawiły się proste błędy i to napędzało. W dobrych momentach dla Belgów padały te bramki, bo jak tylko podnosiliśmy nieco głowę to traciliśmy bramkę. Każda kolejna odbierała nam może nie chęci, ale odbierała poczucie, że coś możemy w tym meczu zmienić. Z kolei Belgowie pamiętni tego, co stało się w piątek, w meczu z Holandią, chcieli zamazać tamtą plamę. Cieszyło ich zdobywanie kolejnych bramek, napędzali te akcje. Nawet po trzeciej czy czwartej bramce się tym nie zadowalali. W końcówce jeszcze próbowaliśmy strzelać na bramkę, ruszyliśmy do przodu, też nadziewając się na kilka groźnych kontr, ale to oni zamknęli ten mecz szóstym trafieniem. 

Tempo było zbyt wysokie... 

 Pierwsza połowa była obiecująca. Druga połowa to gorzka lekcja, z którą musimy się zmierzyć i wyciągnąć wnioski. Grać przeciwko takim drużynom jak Belgia nie możesz popełniać błędów własnych, bo on to wykorzysta. W pierwszej połowie wychodziliśmy z fajną akcją, oddaliśmy strzał, który został zablokowany, a zaraz piłka była w naszym polu karnym i Belgowie zdobyli gola, który nie został uznany. Wszystko trwało 10 sekund. Wszystko było szybkie w tym meczu i momentami za szybkie dla nas.